poniedziałek, 28 września 2026

Rozdział 8


 

 Nadszedł ten dzień. Bill wracał do Ameryki. Amanda próbowała mnie namówić, że mam jechać na lotnisko i go zatrzymać, ale ja nie miałam najmniejszej nawet ochoty tego robić

- Boże babo nie rozumiem czemu ty jesteś taka uparta - powiedziała - Nie rozumiem cię naprawdę

- Nie musisz mnie rozumieć. Po prostu mi daj spokój i tyle

- Chłopak się naprawdę stara widać, że mu na tobie zależy a ty odwalasz jakieś szopki no naprawdę

- Jednak zostawił mnie samą na tyle lat

- Boże ty znowu o tym samym. No i co z tego? Przecież się teraz stara naprawić swój błąd

- Nie rozumiesz jak wtedy mnie to zabolało

- Boże przestań ciągle mówić o tym samym - podeszła do mnie i zaczęła mną potrząsać - Mam wrażenie, że mówię do ściany naprawdę nić do ciebie nie dociera

- No dobra - wykrzyczałam w końcu 

Ale niech nie myśli, że robię do dla niego

Robię tylko to dlatego, żeby dała mi w końcu święty spokój bo ile można słuchać tego jej biadolenia

Niestety się spóźniłyśmy, a z tego co dowiedzieliśmy samolot do Ameryki już odleciał

- No i trudno - odparłam wzruszając ramionami - Krzyżyk mu na drogę. Jadę do domu ty sobie rób co chcesz

- Patrz kto idzie

- Co znów? Daj mi spokój do cholery no kobieto

Zobaczyłam Billa

- Co ty tu robisz? - zapytałam - Przecież miałeś lecieć do Ameryki

- Nie mogłem cię opuścić. Bardzo cię kocham i nie chcę cię opuszczać

Nie czekał na moją odpowiedź. Po prostu mnie pocałował

Pół lotniska zaczęło nam bić brawo, a ja zrobiłam się bardziej czerwona niż dojrzały pomidor

- Proszę daj mi szansę błagam

Te pół lotniska zaczęło krzyczeć, żebym się zgodziła, a w tym oczywiście Amanda

Zupełnie nie wiedziałam co mam powiedzieć więc stałam jak ten kretyn, a pół lotniska się darło

 - No dobra - powiedziałam w końcu - Dam ci szanse

- Naprawdę?

- Tak 

Miałam wrażenie, że Amanda zaraz się poryczy ze szczęścia czy coś

Wszyscy do nas podchodzili i nam gratulowali, a Bill taak się cieszył, że złapał mnie i zaczął mnie kręcić w kółko, a ja zaczęłam krzyczeć, żeby mnie zostawił, bo zaraz na niego zwymiotuje i tyle z tego będzie

Amanda się rozpłakała na całego i podleciała nas przytulić

- Chryste kobieto udusisz mnie - próbowałam się wydostać z jej uścisku, ale to nie było takie łatwe. Boże no miałam wrażenie, że ona mi zaraz całe kości połamię, a jak nie zrobi to ona to zaraz zrobi to Bill

- Uspokójcie się wreszcie no! - nie wytrzymałam w końcu - Oddychać przez was nie mogę

No, ale nie docierało bo nadal mnie dusili

Przestali w końcu, aż już naprawdę nie mogłam wziąść oddechu i serio zaczynałam się dusić

- Dziękuję, że dałaś mi szansę nie zawiodę cię

Mam nadzieję tylko, że nie będę tej decyzji żałować

- Chodźmy stąd może co? Czuję się niezręcznie jak tak wszyscy się na mnie gapią

- W sumie ja też - Bill się ze mną zgodził

Nie chcieli nas puścić, bo każdy składał nam gratulacje, ale w końcu nam się udało

- Myślałam, że nigdy nam się nie uda wydostać z tego tłumu

- Ja też - powiedziała Amanda i znów mnie zaczęła dusić

 - Boże tak się cieszę, że postanowiłaś dać mi szansę

- Amanda wiem, że się cieszysz, ale do cholery zaraz mnie naprawdę udusisz

- A no tak przepraszam już się uspokajam

- Dziękuję doceniam to 

- Ale naprawdę się cieszę. Wyglądacie razem tak słodko

Znów chciała się na mnie rzucić, ale ją powstrzymałam

- Wystarczy tych przytulasów okej? Co za dużo to niezdrowo

- No okej

 Całą drogę z powrotem trajkotała. No normalnie uspokoić jej się nie dało

- Idziemy na jakieś jedzenie? - zaburczało jej w brzuchu - Głodna się zrobiłam przez te wszystkie emocje

Szczerze mówiąc to ja już się głodna zrobiłam przez to wszystko. Wiec poszliśmy coś zjeść. Bill postanowił że mnie nakarmi, a ja znów zrobiłam się czerwona 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz